Myeong-dong dzielnica koreańskich kosmetyków

Myeong-dong – Seul – Korea Południowa

Odwiedzając Seul, należy zwiedzić kilka turystycznych miejsc. Jednak do kompletnego poznania tego miasta i zapoznania się z, już nie tak nową, modą na koreańskie kosmetyki, trzeba udać się na jakąś popularną ulicę handlową. Idealnym miejscem jest Myeong-dong.

Będąc w Seulu, nie ma najmniejszych szans na ominięcie lub nie zwrócenie uwagi na sklepy z koreańskimi kosmetykami. Wszędzie rzucają się w oczy takie marki jak Misha, Holika Holika, Nature Republic, Etude House, It’s skin. Znajdują się dosłownie wszędzie. Mają stanowiska w marketach, są w drogeriach, na stacjach metra czy w sklepach z pamiątkami. Nawet jeśli temat wydaje się komuś obcy, uwierzcie, warto wchodzić do tych przybytków i zobaczyć, na jaki poziom wyrosła ta swego czasu tylko moda.

Myeong-dongPOCZĄTEK:
Zaczęło się niewinnie, od masek w płachcie. Kilka firm wypuściło tylko kilka ich ‚smaków’. Jednak w tym czasie Holika Holika zaatakowała świat absolutnym hitem – aloesowym żelem łagodzącym do wszystkiego. I się zaczęło.

Myeong-dong

Pojawia się też książka o koreańskiej pielęgnacji i tak szał wystartował. Dziś znalezienie w polskich drogeriach typu Rossmann, Hebe czy Superpharm koreańskich kosmetyków nie dziwi. Jednak popularność ich jest tak oszałamiająca, że pojawiają się w tak nienaturalnych miejscach jak Lidlu, Carrefour, Empiku  czy nawet w… Komputroniku.

seul

SZAŁ:
Wszystkie te produkty docierają do Europy z dość sporym opóźnieniem, więc warto, odwiedzając Seul, zajrzeć do tamtejszych drogerii, prawdziwych świątyń koreańskiej urody, aby lepiej dowiedzieć się, w jakim kierunku zmierza przemysł kosmetyczny.

Myeong-dong

Odwiedzając stolicę Korei Południowej dwa razy w przeciągu 1 roku, zauważa się olbrzymią zmianę. Za pierwszym razem (XII 2016) wchodząc do drogerii witano nas darmowymi próbkami, wręcz przekupowano nimi na ulicy, aby tylko zachęcić do wejścia. Promocje były olbrzymie. Typu 1+1 gratis. Wydając 100000 wonów  (około 350 złotych), otrzymywało się produkty warte 2 razy więcej, oraz monstrualną ilość próbek.

Myeong-dong

MYEONG-DONG – ZMIANA MARKETINGU:
Jednak po roku coś się zmieniło. Próbki są rozdawane sporadycznie, już nie na zachętę do wejścia, tylko jako gratis do zakupów (i to zwykle tylko towarów nieprzecenionych), i dodatkowo najczęściej mało spektakularne. Np. do toniku Innisfree dostaliśmy suche płatki bawełniane. Wiem, trochę pachnie cebulą. 🙂

Myeong-dong

Inna sprawa, że przestano zupełnie zabiegać o turystów. Ewidentnie celuje się w odbiorców azjatyckich. Panie rozdające przechodniom próbki na ulicy, widząc ‚białego’ turystę odwracają się plecami, albo w najlepszym razie stoją niewzruszone. Nawet gdy wchodzi się do ich sklepu, nie wrzucają darmowej maski do koszyka. Raz nawet, gdy wyszliśmy ze sklepu bez zakupów, darmowa maska została wyjęta z naszego koszyka. Abyśmy przypadkiem jej nie zabrali.

MYEONG-DONG – ZMIANA PRODUKTÓW:
Kolejna zmiana to rodzaj kosmetyków. Era tanich kosmetyków również dobiega końca. Co prawda maski wciąż są najtańszym produktem sprzedawanym w tych drogeriach, jednak pojawiają się też niewiarygodnie drogie kremy i inne kosmetyki do twarzy.

Myeong-dong

Ingrediencje również uległy zmianie. Od klasycznych początkowych borówek, truskawek czy ogórka, dziś dochodzimy do jaskółczych gniazd, końskiego tłuszczu, dziwnych nikomu nie znanych łąkowych roślin, regionalnych alkoholi, ekstraktów z drogich metali, wód z arktycznych lodowców czy łożysk wszelakich zwierząt.

Produkty te stają się tak drogie, że mogą z powodzeniem pod tym względem konkurować z najlepszymi markami spotykanymi w Douglas, Sephora czy w sklepach lotniskowych.

Myeong-dong

MYEONG-DONG – GŁOS MA OBRONA:
Jednak niech ten ton, lekko bez aprobaty, was nie zniechęca. Te produkty maja delikatne, wspaniałe zapachy. Aż chce się je użyć. Owoce pachną owocami (bananową pomadkę TonyMoly aż chce się polizać), kwiaty pachną prawdziwymi kwiatami. Nie mam pojęcia, jak uzyskuje się te nuty zapachowe? I czy są rzeczywiście otrzymywane naturalnie, ale napewno zachodnie koncerny powinny się od Koreańczyków uczyć.

Gdy już zdecydujecie się udać na zakupy, pilnujcie wydatków! Można się zatracić. Sam znam człowieka, który zadłużał się u znajomych w Korei, tylko po to, aby móc kupować coraz to nowe kosmetyki dla wszystkich członkiń swojej rodziny. Sam miałem wielkie problemy z ograniczaniem się w tym zakupowym szaleństwie.

Myeong-dong

MYEONG-DONG – DZIELNICA:
Pomaga niestety temu atmosfera w Myeong-dong. Barwne ulice. Witryny sklepowe to połączenie azjatyckiego natłoku i zachodniej estetyki, więc trudno nie chodzić miedzy nimi z uśmiechem. Pełno małych straganów z przepysznymi przekąskami, które nie pozwolą Ci na opadnięcie z sił. Uliczne performensy. Energiczna muzyka. A gdy jest już ciemno, feeria barwnych lamp, neonów, hologramów i wszystkiego co tylko sprawia, że łatwiej Ci wydać pieniądze.

Myeong-dong

Niestety, albo i na szczęście. Wciąż opłaca się kupować maski w płachcie w ilości hurtowej. Gdy kupisz 100 masek, czasem kolejne 100 albo przynajmniej 50 dostajesz gratis. Więc jak tu nie korzystać? Wizyta na Myeong-dong to wspaniała przygoda. To już część kultury Korei Południowej. Nie mam pojęcia, czym handlowano tam przed erą kosmetyków, jednak maseczkowa moda wspaniale określiła tą dzielnicę. Jednakże mogę się przyznać, że o ile takie miejsca mnie z reguły nie porywają. To tu dałem się w pełni owładnąć magii perłowych masek, kremów z aloesu i koreańskiej pielęgnacji cery.

Myeong-dong

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.