Śniadanie na wulkanie – jak wejść na wulkan Pacaya

Wulkan Pacaya – trekking – Gwatemala

Odwiedzając Gwatemalę postanowiliśmy wdrapać się na jakikolwiek wulkan. 🙂 Chcieliśmy choć przez chwilę poznać ciepło magmy, poczuć zapach wnętrza naszej planety i – tradycyjnie – upiec marshmallows. Jednak w okolicy Antigua, gdzie ustanowiliśmy swój punkt wypadowy, znajduje się kilka wulkanów. Który więc wybrać? Gdy dowiedzieliśmy się, że wulkan Pacaya wybuchł całkiem niedawno, w moje urodziny – wiedzieliśmy już, gdzie urządzimy grilla.

wulkan Pacaya

WULKAN PACAYA:
Wulkan Pacaya (2552 m n.p.m.) to jeden z 3 aktywnych wulkanów w Gwatemali. Leży we wschodniej części kraju i zaliczany jest do tzw. Pacyficznego Pierścienia Ognia. Od czasów kolonialnych wybuchał co najmniej 23 razy. W trakcie naszego pobytu, w październiku 2014 roku, uznawany był za uśpiony, mimo że w marcu tego samego roku nastąpiła jego spora erupcja, która zagroziła okolicznym miejscowościom.

wulkan Pacaya

WULKAN PACAYA – WYJAZD Z ANTIGUA:
Nasza wyprawa do krateru Pacaya rozpoczęła się w leniwy poranek 17 października. Wynajęty minivan miał nas zawieźć aż do podnóża wulkanu. Tam mieliśmy samodzielnie dostać się na szczyt, uzbrojeni jedynie w plecaki i kijki trekkingowe. Brzmiało wspaniale, więc dlatego dzień wcześniej, płacąc 80 GTQ (quetzali) (=40 PLN) za osobę, byliśmy pełni nadziei na wspaniałą przygodę.

wulkan Pacaya

Trasa z Antigua do małej miejscowości, oddalonej kilkanaście kilometrów na wschód od San Vincente Pacaya, była nużąca. Wiele zakrętów, strome podjazdy, wyprzedzanie nad urwiskiem na trzeciego. Latynoska norma. Zresztą cieszyliśmy się z każdej zdobytej wysokości, gdyż oznaczało to, że mniej zmęczymy się wspinając. Dojechaliśmy w końcu do wejścia na teren Parque Nacional Volcan Pacaya y Laguna de Calderas. Co prawda nigdzie nie znalazłem informacji co to za park i kto go ustanowił, jednak przed wejściem zostaliśmy skasowani na 50 GTQ (25 PLN) za osobę.

wulkan Pacaya

WULKAN PACAYA – WSPINACZKA:
Również przed wejściem, jakieś lokalne dzieciaki próbowały sprzedać nam potężne kije, które rzekomo miały pomóc przy wspinaczce. Na szczęście mieliśmy własne kijki.

wulkan Pacaya

Zaczęliśmy się wspinać. Początek był akceptowalny, jedynie błoto mogło przeszkadzać. To niestety urok odwiedzania Gwatemali w porze deszczowej i cena, jaką trzeba dodatkowo zapłacić wybierając najtańsze bilety w Iberia. 🙂

wulkan Pacaya

Z czasem na szlaku zaczęło robić się wąsko, ścieżka jaką wytyczono była coraz bardziej ograniczona przez okoliczny las. I coś, co nas zupełnie zdezorientowało – masa lokalnej ludności idąca za nami z osiołkami i tymi wielkimi kijami. Co chwila szturchano nas lub innych turystów, poganiając i narzucając nienaturalnie szybkie tempo marszu. Cel mieli jeden – gdy już jakąś osobę wystarczająco zmęczyli, proponowali wynajęcie osiołka za stawkę dwa razy wyższą, niż oferowali przy kasach. Bardzo wiele osób nie wytrzymywało tempa i warunków na trasie, dlatego wsiadali na wynajętego osiołka. Więc jeśli nie czujecie się na siłach, lepiej wynajmijcie osiołka (względnie konia) już na dole. To żadna hańba, a na pewno oszczędność.

wulkan Pacaya

WULKAN PACAYA – ŚNIADANIE NA ZASTYGŁEJ POLANIE:
Pierwszym przystankiem było małe rozlewisko lawy, które powstało po ostatniej erupcji wulkanu w marcu. Pomimo, że można było po nim chodzić, skały wciąż były gorące. Nie dało się niestety na nich siadać. 🙂 W niektórych szczelinach jest jeszcze na tyle gorąca lawa, że można piec marshmallows. Oczywiście lokalni mieszkańcy również wnieśli na górę paczki pianki do pieczenia, wiec jeśli nie chcecie znów przepłacać, zaopatrzcie się w nie jeszcze w Antigua.

wulkan Pacaya

wulkan Pacaya
Wejście bywa czasem wąskie i strome.

My tak zrobiliśmy, i dlatego mogliśmy ‚za darmo’, ku zgrozie ‚lokalsów’, częstować innych turystów i psa, który tu mieszka i żywi się chyba wyłącznie tymi piankami. Ta słodka przekąska, którą spożyliśmy w porze śniadania, była niezapomnianym przeżyciem. Jeść słodycze upieczone nad lawą! Wyobraźcie sobie. Bezcenne. Jedynym punktem obniżającym wartość tej chwili był fakt, że nie lubimy pianek na tyle, aby uznać ten posiłek za smaczny. Ale liczył się fakt pieczenia w czeluściach Ziemi. Po cichu jednak myślałem o jakiejś smacznej kiełbasce. 😀

wulkan Pacaya
Wśród biesiadujących jest i amator marshmallows – dzielny pies.
wulkan Pacaya
Polana z zastygłej lawy.

wulkan Pacaya

Bardziej na południe od ‚zastygłej polany‚, można podejść na skraj wielkiego języka lawy o powierzchni kilku kilometrów i obserwować jak jeszcze stygnie. Tu temperatura znacząco się podniosła. Tak wielki obszar stygnie dużo wolniej, więc i temperatura tu jest wyższa, niż w nie zalanym lesie. Oczywiście zapach, który się unosi w całej okolicy, jest nie do opisania. Jest to coś pomiędzy zapachem paczki zapałek i jakimś kwaśnym serem. Nigdy wcześniej nie czuliśmy czegoś takiego. Było to niezwykłe uczucie – powąchać wnętrze własnej planety. Magiczne i takie … dziwne. 🙂

wulkan Pacaya
Prawie kosmiczny krajobraz.

Włóczenie się po wzniesieniu, z którego roztaczał się piękny widok, było świetnym doświadczeniem. Trzeba jednak pamiętać, że w porze deszczowej unosi się tu masa wilgotnego powietrza, które paruje przy kontakcie ze stygnącą, lecz wciąż gorącą lawą. Dlatego czasem widoczność bywała bardzo zła. Na kilka chwil w trakcie naszej wizyty na wzgórzu jednak wyszło słońce i wówczas widok na stożek wulkaniczny Pacaya był naprawdę imponujący. Niestety, pogody się nie zaprogramuje i po tych kilkunastu sekundach znów otoczyła nas mgła.

wulkan Pacaya

wulkan Pacaya
Stożek wulkaniczny Pacaya.

WULKAN PACAYA – ZEJŚCIE DO KALDERY:
Około godziny 13.00 zaczęliśmy kierować się w stronę szlaku powrotnego. Okazał się on łagodniejszy, niż w przeciwną stronę. Lokalna ludność rozmyślnie kieruje turystów wchodzących na wulkan na najtrudniejszą część szlaku, aby częściej korzystać z pomocy ich koni i osłów.

wulkan Pacaya
Pozostałość po erupcji sprzed 6 miesięcy.

wulkan Pacaya

Gdy zeszliśmy niżej i znów wyszło słońce, obserwowaliśmy wygasły wulkan de Agua, który, wznosząc się na wysokość 3760 m n.p.m., przedzierał się ponad chmurami zalegającymi nad miastem Antigua.

wulkan de Agua
W oddali, ponad chmurami wyłania się wulkan de Agua.

Z tego dużo łatwiejszego szlaku można tez dostrzec pozostałość wygasłej kaldery wulkanu Pacaya, czyli miejsce, gdzie kiedyś ten wulkan wyrzucał materiał z wnętrza ziemi.

wulkan Pacaya
Nieczynna kaldera Pacaya.

Leniwe tempo schodzenia i możliwość podziwiania tylu wulkanów na raz sprawiały, że nasze zainteresowanie wulkanologią gwałtownie wzrastało. Jeśli kogoś temat wulkanów interesuje od dawna, będzie to dla niego idealne miejsce na wycieczkę. Nie jest miejsce trudne do wdrapania się (jeśli weźmiesz konia od ‚lokalsów’ lub trafisz na ludzkiego przewodnika, który nie będzie poganiał turystów jak bydła), jest blisko miasteczka Antigua, które na pewno, zwiedzają Gwatemalę, odwiedzisz, oraz jest tu jeszcze względnie tanio. Biorąc swój prowiant, wodę i własny ekwipunek nie powinniście być ani spłukani, ani zbytnio zmęczeni. My po kilkugodzinnym trekkingu mieliśmy jeszcze siłę, aby po powrocie zwiedzić malownicze miasteczko Antigua. Ale to już zupełnie inna opowieść.

wulkan Pacaya

WULKAN PACAYA – CENY:
Bus z Antigua na wulkan Pacaya – 80 GTQ/osoba
Wejście do Parku – 50 GTQ/osoba
Wynajęcie konia – 15$/osoba

wulkan Pacaya

WULKAN PACAYA – PORADY:
Wygodne buty – czy będziesz w porze deszczowej, czy nie, przydadzą się bardziej niż klapeczki.
Butelki wody – zawsze lepiej mieć własny napitek,  niż kupować u lokalsów.
Kijki trekkingowe – dla nas nieodzowne. Bardzo ułatwiają utrzymanie równowagi przy stromych podejściach.
Ubranie przeciwdeszczowe – ponczo czy cokolwiek. W porze deszczowej obowiązkowe.
Jedzenie do upieczenia – czy wybierzesz marshmallows, czy zwykły chleb, będzie sporo frajdy z grillowania.
DEET i filtr UV – trekking prowadzi jednocześnie po gęstym lesie jak i po otwartych przestrzeniach wokół stożka wulkanu.

wulkan Pacaya

2 komentarze do “Śniadanie na wulkanie – jak wejść na wulkan Pacaya”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.