Wielki Mur Chiński bez turystów – wyprawa z namiotem

Wielki Mur Chiński – Jiankou – Chiny

Dwudniowy Trekking po Wielkim Murze Chińskim to coś więcej niż zwykła wspinaczka. Spędzasz noc na wieży strażniczej. Jedząc kolację i zasypiając, obserwujesz zachód słońca nad Chinami, a budzą Cię pierwsze promienie wschodu znad Mandżurii.  Twoimi towarzyszami stają się wszechobecne kruki, szum wiosennych liści i ten niepokój, wywołany obawą, czy ktoś nie naruszył tej nocy ‚twojego’ odcinka Wielkiego Muru Chińskiego. Magia, którą warto opisać.

Wielki Mur Chiński jest jednym z tych miejsc, których nie można nie zobaczyć podczas wizyty w Chinach. Pomimo, że wbrew miejskiej legendzie, nie widać go z kosmosu, że na żywo wydaje się być mniejszy niż to sobie wyobrażasz, wizyta na nim może być niezapomnianą przygodą.

Wielki Mur Chiński – na pytanie, dlaczego do zobaczenia lepiej wybrać jego niekomercyjny odcinek, łatwo odpowiedzieć tym zmanipulowanym, porównaniem.

Chiny odwiedziliśmy pod koniec kwietnia 2016 roku. Nasza wizyta w Państwie Środka ograniczyła się tylko do tygodniowego pobytu w Pekinie, więc wciśnięcie 2 dni trekingu na Mur napinało nasze plany podróżnicze do granic możliwości. Ale udało się.

W Jiankou nie ma smogu, więc niebo jest błękitne. Co roku jednak ginie tu kilka osób, bynajmniej nie przez zanieczyszczone powietrze, a z powodu trudności terenu.

Najpopularniejszym, z najłatwiejszym dojazdem i najbardziej przez to zatłoczonym odcinkiem Wielkiego Muru, w okolicy stolicy, jest miasteczko Badaling. Rzut oka w google, na zdjęcia tłumów turystów i już wiemy, że to nie dla nas. Na szczęście z pomocą przychodzi lonely planet. Jiankou opisywane jest tam jako dziki Wielki Mur Chiński. Dla nas brzmi dobrze: nigdy nie restaurowany odcinek muru, z kilkoma niebezpiecznymi podejściami i malowniczymi sceneriami po drodze. Po przewertowaniu różnych stron internetowych, nasz plan się klaruje: chcemy zacząć trekking po murze w połowie sekcji Jiankou, przenocować na Ox Horn i następnego dnia zakończyć wędrówkę w świeżo odnowionym, turystycznym Mutianyu.

Odnowiony Wielki Mur Chiński w Mutianyu. Jako dzicy turyści, szwendaliśmy się tu 2 godziny przed otwarciem – 2 godziny przed tłumami.

WIELKI MUR CHIŃSKI – JIANKOU:
Jiànkòu (箭扣) to dwudziesto-kilometrowy odcinek Wielkiego Muru Chińskiego, położony niedaleko wioski Xizhazi, w prowincji Huairou, ok. 100 kilometrów na północ od Pekinu.

Mapa poglądowa

Wybudowany w XIV wieku odcinek, posadowiony jest na szczytach wzgórz, tak więc co chwila stromo opada lub ostro pnie się w górę zbocza. Nigdy nie był reperowany, więc niektóre fragmenty popadły w zupełną ruinę. Właśnie jego stan sprawia, że co roku kilka osób ginie w trakcie trekingów.

To, co się ostało, oficjalnie nie jest dostępne dla turystów, co jednak nikogo nie zniechęca, a w szczególności lokalnej ludności, która oferuje pełne zaplecze turystyczne. Z racji malowniczego położenia i dzikich, groźnych widoków, jest to jeden z najczęściej fotografowanych odcinków Wielkiego Muru. Więc jeśli pamiętamy jakieś malownicze fotografię z albumów o Chinach, bardzo możliwe, że zostały zrobione właśnie tu.

Ox Horn.

Na wschodzie sektor muru Jiankou graniczy z sektorem Mutianyu, bardzo popularnym odcinkiem Wielkiego Muru. Dlatego warto tak zaplanować ‚przechadzkę’, aby zaczynając w Jiankou, zakończyć eskapadę w Mutianyu, gdzie będzie można porównać który sektor wyda się atrakcyjniejszy.

Wielki Mur Chiński w Jiankou – jeden z planów, jakie można znaleźć w sieci.

Wyjeżdżając odpowiednio wcześnie z Pekinu i rozpoczynając wędrówkę od wieży Zheng Bei Lou, spokojnie można na wieczór wrócić do stolicy. My jednak postanowiliśmy się nie spieszyć. Plan był następujący: transport Pekin – Huairou – Xizhazi, wejście na Mur przy Zheng Bei Lou, nocleg na Ox Horn (najwyżej położony punkt tego odcinka), rano dojście do Mutianyu, spędzenie tu jakiegoś czasu i powrót wczesnym popołudniem do stolicy. Od razu uprzedzę, że nie wszystko potoczyło się tak, jak to planowaliśmy. 🙂

Zachód słońca na wierzy strażniczej okazał się perfekcyjny, a to był dopiero początek.

JAK SIĘ DOSTAĆ DO HUAIROU – KROK PO KROKU:
Punktem, z którego należy wyruszyć, jest stacja Dongzhimen (krzyżują się tu linie metra numer 2 i 13, tu też kończy bieg Airport Express). Jeśli posiadacie Smart Card (plastikowa karta, na której ładuje się środki na przejazdy, więcej: ZWIEDZANIE PEKINU), dojazd nie będzie trudny, a ułatwi ona również komunikację po całej prowincji. Wysiadając z metra na stacji Dongzhimen, należy rozejrzeć się za czerwoną tablicą kierującą do huba transportowego.

Dalej kierować trzeba się do wyjścia C, do zajezdni autobusowej (Bus Transfer Hall).

Gdy znajdziecie poczwórne ruchome schody, należy tuż za nimi skierować się w lewo. (Z 2-ej linii metra, na dworzec autobusowy, idzie się podziemiami ok. 10 minut, więc trzeba uzbroić się w cierpliwość). 🙂

Dongzhimen – na górze schodów kierujcie się w lewo.

Znajdziecie tam zajezdnię z różnymi numerami autobusów. Waszego, pozornie, nie będzie. Za to na pewno pojawi się ktoś legitymujący się jakimś „firmowym” ID, kto zapewni was, że autobus, którego szukacie, już nie jeździ. Całkiem przypadkowo okaże się, że osoba ta zna kogoś, kto jedzie w okolice Jiankou. Zignorujcie ją i pewnym krokiem wejdźcie w labirynt barierek. Autobus, który musicie znaleźć, to 916 jadący do Huairou (怀柔汽车站). I choć jego numer nie jest umieszczony na dużej zbiorczej tablicy nad wejściem w gąszcz barierek, kiedy się w nie zagłębicie i skręcicie w prawo, z łatwością odnajdziecie właściwy przystanek.

Poszukiwany numer autobusu to 916.

Autobusy linii 916 odjeżdżają co mniej więcej 15 minut. Jedziemy do końca trasy, więc podróż zajmie ponad godzinę. Jeśli będą korki, jeszcze dłużej. Jeśli posiadacie Smart Card, to nią zapłaćcie za przejazd, a otrzymacie dodatkowo 50% zniżki (6 CNY zamiast 12). My odjechaliśmy z Dongzhimen kilka minut po 7 rano. Zaopatrzenie: namiot, dwa śpiwory, dwie karimaty, zapas jedzenia i 4 litry wody.

W autobusie są ‚normalne’ oznaczenia przystanków. Pamiętajcie, że jedziecie do końca trasy.

Autobus swój ostatni przystanek ma na dworcu autobusowym w Huairou.  Niemniej, już wcześniej, nawet na pierwszym przystanku po wyjeździe ze stolicy, do busa wchodzą kolejni naciągacze. Łamanym angielskim przekonują, że to tu mamy wysiąść, że to właśnie stąd odjeżdżają dalsze autobusy na Wielki Mur Chiński lub, że właśnie dojechaliśmy do zajezdni. Nie należy zwracać na nich uwagi ani ulegać ich namowom. Jedziemy do końca.

WIELKI MUR CHIŃSKI – JAK SIĘ DOSTAĆ DO XIZHAZI?
W Huairou, tuż po wyjściu z autobusu, dopadają nas tubylcy, proponując podwózkę, gdzie tylko chcemy. W tym momencie mamy dwie opcje:
– opcja tańsza – musimy wyjść z dworca autobusowego, skręcić w lewo, na światłach w prawo i po chwili trafimy na przystanek, gdzie musimy złapać busa 862. Bilet kosztuje 2 CNY. Wysiadamy na czwartym przystanku i czekamy do 11:30 na H25 do Xizhazi (8 CNY, jedzie ponad godzinę). Opcja tańsza, ale bardziej czasochłonna. Możemy nie mieć tyle czasu, jeśli planujemy wieczorem wrócić do Pekinu.
– opcja droższa – prywaciarz :), czyli jazda z lokalsem. Początkowo się temu opieraliśmy i nawet dostaliśmy się na przystanek H25, jednak spotkaliśmy grupę Duńczyków z dziećmi i po krótkich negocjacjach wspólnie wynajęliśmy przejazd za 30 CNY za osobę, oszczędzając tym samym prawie 3 godziny czasu.

Mapa satelitarna z zaznaczonymi miejscowościami w obrębie Xizhazi.
Zheng Bei Lou i Heituo Scenic Area.

Po niecałej godzinie wjeżdżamy na teren Xizhazi. Przy wjeździe do Heituo Scenic Area (黑坨山景区) trzeba zakupić lokalny bilet. Nie jest to wejściówka na Wielki Mur Chiński (ten jest bezpłatny), tylko swoista opłata klimatyczna idąca na konto wioski. Samo Xizhazi składa się z sześciu odrębnych osad – bardzo ważne jest, by się dobrze dogadać z kierowcą, gdzie ma nas zawieźć. Jeśli wysiądziemy od razu za kasą, w pierwszej części wioski (Nangou), odnajdziemy tam ścieżkę prowadzącą bezpośrednio na Ox Horn – to opcja na szybką jednodniową wycieczkę. Z kolejnej osady (Nanjili – 西栅子村南吉利) dojdziemy do Zheng Bei Lou, skąd trasa do Mutianyu będzie o mniej więcej dwie-trzy godziny dłuższa. Z kolei z ostatniej części – wioski (Duishi) możemy dojść aż do słynnej Nine Eyes Tower czy Beijing Knot.

Wioska Nanjili w pełnej krasie.
Tablice informacyjne.
I kolejne. Oficjalnie nie możemy iść dalej. 🙂

WIELKI MUR CHIŃSKI – JAK DOJŚĆ DO JIANKOU?
W Nanjili kierowca wysadził nas na małym pseudo-placyku na skraju zabudowań. Ruchem ręki pokazał kierunek, w jakim mamy podążać, i odjechał. Zasada jest prosta: trzeba iść w górę. Wioska jest na wysokości ok. 580 m. n.p.m., podczas gdy cel naszej wspinaczki na 830 metrach.

W oddali, nad polami uprawnymi majaczy Wielki Mur Chiński.
Ścieżka.

Kiedy już znajdziemy ścieżkę (tuż za wioską droga się rozwidla: jedna odnoga idzie w lewo, w górę, druga w prawo, bardziej płasko – poszliśmy tą drugą i doszliśmy tam, gdzie planowaliśmy; nie wiemy, gdzie doprowadziłaby lewa odnoga). Nasza była dalej dobrze oznaczona: co kilkadziesiąt metrów na drzewach przywieszone są czerwone szmatki.

Mapa satelitarna z zaznaczeniem ścieżki prowadzącej z Nanjili do Zheng Bei Lou.
Oznaczenia na szlaku.

Szlak jest łatwy a widoki (wiosna – wszystko w rozkwicie) były nieziemskie. Po jakimś czasie, u góry, widać cel naszej wędrówki: Wielki Mur Chiński w Jiankou.

Po około godzinie leniwego wchodzenia, droga się rozwidla: w lewo idzie dobrze wydeptana ścieżka, natomiast w prawo bardziej zarośnięta, o wiele bardziej stroma. Naczytaliśmy się w Internecie, że jeden fragment podejścia ma tak właśnie wyglądać, więc ochoczo skręciliśmy w prawo, naiwnie myśląc, że idziemy skrótem. Duńczycy, ze względu na dzieci już dawno zostali gdzieś po drodze. 🙂

Jak zmieniała się trasa.
Jak zmieniała się trasa.
Jak zmieniała się trasa.
Jak zmieniała się trasa. 🙂

Jest stromo i ślisko, trzeba się asekurować rękoma, chwytać gałęzi. Po kilkunastu minutach szlak się kończy. Dosłownie. Przed nami tylko krzaki, powalone drzewa. Bardzo trudno przedrzeć się, tym bardziej z dużym plecakiem. Ale nie chcemy też wracać. W końcu wiemy, w którym kierunku musimy iść – jakoś do Muru dojdziemy.

Między koronami drzew widzimy nasz cel.

Po chwili, zmęczeni, cali w ziemi, pajęczynach i resztkach roślin, wychodzimy na wydeptaną ścieżkę. Dla dopełnienia opowieści, powinniśmy spotkać duńskich turystów z jakimś drinkiem. Jednak tak nie było. 🙂 Na ścieżce znów dylemat: w lewo, czy w prawo? Ścieżka wydaje się prowadzić równolegle do Muru. Powinniśmy iść w lewo. A niech tam, mamy czas – idziemy w prawo, czyli oddalamy się od Mutianyu.

I odkrywamy to – Small Potala.

WIELKI MUR CHIŃSKI – JIANKOU – PIERWSZY KONTAKT:
Po chwili oto i on! Jak w filmie, tuż za jednym z zakrętów, natykamy się na całkiem dobrze zachowaną wieżę i pierwszy nasz kontakt ze sławnym Wielkim Murem Chińskim.

Wielki Mur Chiński
Nasza pierwsza strażnica.

Zostawiamy w niej plecaki i bez balastu idziemy dalej na zachód, w kierunku Beijing Knot. Wszystkie te widoki, sam oszałamiający Mur, i samo osiągnięcie celu – wywołują w nas wręcz szaleńczą radość.

Tylko na chwilkę chcemy tu zostać, tylko ponapawać się nieziemskim widokiem! Po bokach naprawdę strome urwiska. Jest groźnie, cicho, majestatycznie. Ale jesteśmy sami na Wielkim Murze Chińskim.

Wielki Mur Chiński

Robimy przerwę na spóźnione śniadanie i staramy się zgadnąć, gdzie doszliśmy. I tu jest pewien problem: choć w Internecie można znaleźć trochę map Jiankou, każda jest inna, te same wieże są często zaznaczane w innych miejscach. Teraz, po dogłębnym przewertowaniu zasobów www, już wiemy, że doszliśmy do Small (lub Little) Potala. To kilka wież przed Zheng Bei Lou, a na dodatek przed nami, jest najtrudniejszy odcinek muru w tym rejonie (pomiędzy Beijing Knot a właśnie Zheng Bei Lou). Ale tego jeszcze nie wiedzieliśmy.

U góry strażnica Zheng Bei Lou.

WIELKI MUR CHIŃSKI – JIANKOU – ZHENG BEI LOU:
Po krótkim odpoczynku postanawiamy udać się w stronę Zheng Bei Lou. Na pierwszy rzut oka nie możemy znaleźć ścieżki. Mur się urywa, za nim pionowa ściana i na górze majaczy kolejna wieża. Już jesteśmy w stanie uwierzyć, że nie da się tędy przejść  (jedynie ścieżką którą przyszliśmy, która ciągnie się wzdłuż muru, należy dojść do Zheng Bei Lou), kiedy pomiędzy skałami dostrzegamy wąskie przejście. Na początku nie wygląda źle. Idziemy!

Najtrudniejszy etap.

Mamy do pokonania zaledwie kilkanaście metrów przewyższenia. Miny nam rzedną, kiedy napotykamy praktycznie pionową ścianę z pozostawionymi hakami do wspinaczki. Robi się dziwnie. Występy skalne są na tyle wąskie, że ledwo mieszczą się na nich palce stóp. Do tego jest strasznie wąsko. A my nigdy nie byliśmy nawet na ściance wspinaczkowej! Jednak, pomimo chwilowego załamania damskiej części wyprawy, daliśmy radę! Dopiero potem na mapie zobaczyliśmy, że to jeden z kilku fragmentów muru oznaczonych wykrzyknikami, z adnotacją, by go obejść leśną ścieżką (tą którą przyszliśmy). 🙂

Teraz od Zheng Bei Lou oddzielają nas tylko dwie wieże. Trasa jest łatwa w porównaniu do poprzedniego etapu, choć trzeba uważać na luźne kamienie. Widoki znów obłędne. Niestety, słońce niemiłosiernie praży, a na cień, na wierzchołku zbocza, nie ma szans.

Zheng Bei Lou to najpopularniejsza wieża na trasie Jiankou, 10 kilometrów od Mutianyu. Wiele osób zatrzymuje się tu na noc (o czym dobitnie świadczą ślady po ogniskach i namiotach), jest to też dość popularny cel chińskich wycieczek (autokary zatrzymują się w Xizhazi, turyści wspinają się na Zheng Bei Lou, spędzają tu pół godziny i wracają). Cudnie.

Tędy wchodzą wycieczki i pewnie tu prowadzi ścieżka z Small Potala.
Ale przyszliśmy tędy! 😀

Tak naprawdę nie ma w niej niczego nadzwyczajnego, niczym się nie odróżnia od swoich sąsiadek, no, może jest nieco lepiej zachowana. Podobno w weekendy jest tu tłoczno. My jednak jesteśmy tu w czwartek i mamy wieżę na wyłączność.

Mapa satelitarna odcinka muru od Zheng Bei Lou do Mutianyu.
Ox Horn – cel naszego noclegu.

Wielki Mur Chiński wiosną.

WIELKI MUR CHIŃSKI – JIANKOU – OX HORN:
Naszym celem na ten dzień jest Ox Horn. To najwyżej położona wieża na tym odcinku (1011 m. n.p.m.). Obiecujemy sobie po niej pięknych widoków na zachód i wschód słońca.

Wspinamy się na wieżę w kilka minut. Będąc na Ox Horn była dopiero 15.00 i nie bardzo wiedzieliśmy co zrobić z czasem do zachodu słońca. 🙂

Zheng Bei Lou widziana z Ox horn.

Trochę odpoczywamy i zaczynamy szukamy dogodnego miejsca do rozbicia namiotu. Jednak wzmaga się wiatr. Na tyle silny, że po godzinie podejmujemy decyzję – idziemy dalej, musimy zejść niżej, gdzie powinno być spokojniej. W nocy, gdy będziemy spać, wiatr może nasz namiot najzwyczajniej sturlać z urwiska. Tego wolimy uniknąć. 🙂

Przed nami zejście z Ox Horn.
Bardzo stromo.

Zejście z Ox Horn to niemalże równia pochyła: śliskie kamienne płyty, na dodatek pokryte pyłem i piaskiem, opadające pod kątem 45 stopni. Są miejsca, gdzie najbezpieczniej i najwygodniej po prostu ukucnąć i w tej pozycji zjechać. 🙂 Jeśli nie chcecie wspinać się na Ox Horn, przed wejściem szukajcie po prawej stronie ścieżki, która obchodzi to strome podejście.

WIELKI MUR CHIŃSKI – JIANKOU – NOCLEG:
Dopiero w trzeciej wieży, licząc od Ox Horn, znaleźliśmy dobre miejsce na nocleg. Wcześniejsze dwie były w bardzo złym stanie – nie było gdzie rozbić namiotu, choć widoki z nich zapierały dech.

‚Nasza’ strażnica.

W wybranej przez nas wieży, początkowo chcieliśmy rozbić się na górnym tarasie, jednak znów porywisty wiatr nam na to nie pozwolił. Rozłożyliśmy więc namiot na, nazwijmy to, parterze, gdzie był najmniejszy ‚przeciąg’.

‚Nasza’ strażnica i jej górny poziom…
… jej wnętrze …
… widok na Ox Horn, z górnego tarasu …
… parter, z sypialnią …
… widok na Mandżurię …
… i na Chiny.

Uprzednio musieliśmy usunąć kamienie i śmieci pozostawione przez innych turystów, aby móc rozłożyć nasz namiot. Gdyby nie jego giętki stelaż by nam się to nie udało. Gdy lokum było przygotowane do snu, poszliśmy zjeść kolację na górnym tarasie, ogrzewając się ostatnimi promieniami słońca. Zachód może nie był tak bajkowy, jak to sobie wyobrażaliśmy, mimo to był bardzo piękny. Na szczęści wschód miał się okazać idealny. Gdy, wieczorem wiatr się wzmagał i zaczęło robi się zimno, zmęczeni całym dniem, zaszyliśmy się w naszym namiocie.

Wschód nad Mandżurią.

W nocy, pomimo że byliśmy teoretycznie osłonięci od podmuchów, niemiłosiernie wiało. Na tyle, że nie byliśmy pewni, czy nasz namiot (siłą rzeczy nie przymocowany do podłoża śledziami), w ogóle wytrzyma. Przeciąg przesuwał uprzątnięte przez nas wcześniej śmieci, słychać było odgłosy dzikich zwierząt. Ogólnie trochę spooky night. 🙂 Nie dziwi więc fakt, że nie mieliśmy większych problemów z pobudką o 5 rano.

Pożegnanie ze ‚naszą’ strażnicą.

WIELKI MUR CHIŃSKI – DROGA DO MUTIANYU:
Po obejrzeniu naprawdę wyśnionego wschodu słońca, którego nawet przykro było sobie odbierać, zasłanianiem aparatu fotograficznego, spakowaliśmy dobytek i ruszyliśmy w stronę Mutianyu. Droga jest bardzo łatwa i przyjemna, jeśli nie liczyć dojmującego porannego chłodu. Niezauważenie szybko znaleźliśmy się na odrestaurowanym odcinku Wielkiego Muru, czyli w sekcji Mutianyu.

WIELKI MUR CHIŃSKI – MUTIANYU:
Na sekcję Mutianyu składają się 23 odrestaurowane wieże strażnicze. Z sekcją Jiankou łączy się ostatnia z nich. Od razu widać różnicę. Niekoniecznie na korzyść wyremontowanej części.

23 wieża to zarazem początek Mutianyu i koniec Jiankou.
Widać to od razu.

Mimo że kompletna, wydaje się jakaś sztuczna i komercyjna po nocy spędzonej w ruinach. Mimo to, obiecujemy sobie miły spacer, szczególnie, że mur jest jeszcze o tej godzinie oficjalnie zamknięty i jesteśmy na nim zupełnie sami. 🙂

Wielki Mur Chiński

Odrestaurowany Wielki Mur Chiński w Mutianyu.

Wielki Mur Chiński
Tego dnia, pierwszymi turystami – byliśmy my. 3 godziny przed otwarciem. 🙂

Jakie jest nasze zdziwienie, kiedy przed 20 wieżą, którą rześko osiągnęliśmy, musimy zejść z muru! Przed nami pionowa ściana wieży strażniczej, żeby na nią wejść, trzeba by mieć drabinę. Mamy nadzieję, że to tylko obejście jednej wieży, że za chwilę wrócimy na mur.

Mapa satelitarna pokazująca zejście z 20 wieży Mutianyu na parking.
Drzwi wejściowe bram zamurowane.

Niestety – kręta droga prowadzi w dół, oddala się od Wielkiego Muru Chińskiego, i po pół godzinie dochodzimy do parkingu, na którym widnieje informacja, że ścieżka, którą właśnie przyszliśmy, jest zamknięta dla turystów. 😀

Znów zamurowane wejście. Mutianyu nie do zdobycia.
Schodzimy w dolinę.
Wioska Bei Gou.

Idziemy dalej przed siebie prostą, asfaltową drogą, dochodzimy do wioski Bei Gou, gdzie zaopatrujemy się w wodę i dopytujemy, o bus do Huairou.

Jedyna mówiąca po angielsku mieszkanka wsi, nauczycielka, każe nam iść dalej, do większego miasteczka – Bohai. Na szczęście droga okazała się bardzo malownicza.

Droga z Bei Gou do Bohai
Mapa satelitarna z drogą prowadzącą od parkingu, przez Bei Gou, aż do wioski Bohai, z której można dojechać do Huairou.

WIELKI MUR CHIŃSKI – JIANKOU – POWRÓT:
Po kilkunastu minutach marszu, docieramy do T-kształtnego skrzyżowania. Tu należy skręcić w lewo, do miasteczka. Poszliśmy tam na tzw. czuja. 🙂

Mapa satelitarna Bohai.

Szliśmy cały czas prosto i niestety pod górę, potem na końcu tej drogi skręciliśmy w prawo, w lewo i znów wspinaliśmy się do góry, aż natkniemy się na upragniony przystanek autobusowy.

Charakterystyczny, nowoczesny budynek naprzeciw przystanku.
Jest przystanek 936 – wracamy do Pekinu!

Nie ma na nim rozkładu, jedynie lista przystanków. Mamy jednak szczęście, bo po kilku minutach oczekiwania podjeżdża nasz autobus 936 do Huairou. Tam, już łatwo było. Za radą bileterki (cudowny zawód w kraju komunistycznym), wysiadamy przy głównej ulicy i  po przejściu przez ulicę przesiadamy się w 916 do Pekinu. I tu pojawił się maleńki błąd: chcieliśmy oszczędzić trochę czasu i nie nadkładać drogi, więc nie dojechaliśmy do dworca, z którego 916 rozpoczyna swój bieg. Efekt był taki, że autobus przyjechał załadowany „po dach”, więc pozostała nam podróż na stojąco. A że, przy wjeździe do Pekinu były korki, spędziliśmy na stojąco ponad dwie godziny w zaduchu i smrodzie chińskiego jedzenia, co zmęczyło nas bardziej, niż dwa dni chodzenia po Wielkim Murze Chińskim.

Jednak wspomnienia pozostały cudowne. Dziś już prawie nie pamiętam smrodu podróży w 916, ale zawsze wspominam taki majestatyczny widok.

PODSUMOWANIE FINANSOWE (za osobę):
TRANSPORT z kartą Smart (47 CNY = 28 PLN)!
Pekin Dongzhimen – Huairou (bus 916) – 6 CNY
Huairou – Huairou (bus 863) – 2 CNY
Huairou – Xizhazi – (prywaciarz) – 30 CNY
Bohai – Huairou (bus 936) – 3 CNY
Huairou – Pekin Dongzhimen (bus 916) – 6 CNY
BILET WSTĘPU (20 CNY = 12 PLN)
INNE (woda 2l w Bei Gou: 8 CNY = 4,8 PLN)


ŁĄCZNY KOSZT TREKKINGU ZA OSOBĘ TO 75 CNY = 44,80 PLN.
Dodać należy oczywiście koszty prowiantu zabranego z Pekinu lub Polski (u nas to było około 15 PLN za osobę).


Rękawiczki i buty trekkingowe – konieczne!

WIELKI MUR CHIŃSKI – PORADY PRAKTYCZNE:
rękawiczki! – nie raz trzeba się przedzierać przez gęste krzaki. Na stromych podejściach (i zejściach), niezbędne jest asekurowanie się rękami – podziękujecie sobie, jeśli weźmiecie ze sobą rękawiczki. Rowerowe czy zwykłe ogrodowe za 1 zł (to był nasz wybór) – wręcz konieczne.
woda, dużo wody – na trasie nie ma możliwości nałapania ani zakupu wody (dopiero w Mutianyu, z odpowiednim narzutem). Wzięliśmy 4 litry, co w upale było stanowczo za małą ilością. Woda skończyła się nam już wieczorem  pierwszego dnia. Ale byliśmy silni.
jedzenie – jak wyżej. Coś, co zniesie wysoką temperaturę, zgniecenia itd. Mieliśmy ze sobą polskie kabanosy i tortille. Doznania smakowe średnie, ale zastrzyk energii był. 🙂
namiot – czytaliśmy, że niektórzy z niego rezygnują, jednak podczas naszej wizyty, nocą tak strasznie wiało, że nie wyobrażaliśmy sobie spania pod gołym niebem.

Pamiętajcie, że nie będzie to najwygodniejsza z waszych nocy! 🙂

śpiwór, karimata – a i tak będzie twardo i niewygodnie. 🙂 W nocy było bardzo, bardzo zimno – mimo, że była końcówka kwietnia!
latarka – logiczne.
papier toaletowy i inne niezbędne art. higieniczne. 🙂
krem do opalania i okulary – gdyż słońce bardzo mocno tu operuje.
dobre buty – trzeba przygotować się na strome podejścia, masę luźnych kamieni, śliskie kamienne płyty, gdzieniegdzie drabiny. Trzeba mieć świadomość, że tego odcinka nikt nie reperuje (w każdym razie nie profesjonalnie) i po prostu TRZEBA UWAŻAĆ. Nigdy nie wybierajcie się na taką wyprawę przy złej pogodzie – w deszczu czy śniegu. Co roku giną tu ludzie!
miejcie zapisane nazwy miejscowości – do których chcecie dojechać, po chińsku. Bardzo ułatwi Wam to podróżowanie, szczególnie, jeśli planujecie wynajęcie prywatnej taksówki z Huairou. Wioska Xizhazi składa się z sześciu odrębnych części o innych nazwach – z każdej z nich dojdziecie na inny fragment muru.

Zmierzcha nad Wielkim Murem Chińskim.
WIELKI MUR CHIŃSKI – Jiankou – PODSUMOWANIE, WNIOSKI:
Nie żałujemy ani jednej minuty spędzonej w Jiankou. Gdybyśmy jednak mieli jechać tam jeszcze raz, bogatsi o zebrane doświadczenia, spróbowalibyśmy zacząć trekking z położonej najdalej na zachód części Xizhazi, by zobaczyć Nine Eye Tower. Stamtąd kierowalibyśmy się na wschód, by przenocować gdzieś w okolicach Zheng Bei Lou, a następnego dnia skończylibyśmy trasę przed Mutianyu. Niedawno dowiedzieliśmy się, że wejście do Mutianyu z 20 wieży jest od kwietnia tego roku (2016) na stałe zamknięte, by turyści idący od strony Jiankou nie wchodzili tam bez opłat. Tak więc, klasyczny, magiczny, trekking, opisywany w Internecie, z Jiankou do Mutianyu, jest już ostatecznie niemożliwy.

Wielki Mur Chiński

Planując opisywany powyżej trekking, zupełnie nie wiedzieliśmy, czego się spodziewać, gdyż opinie w sieci na temat trudności szlaku były sprzeczne. Nie wiedzieliśmy też, ile zajmie nam to czasu. Teraz wiemy, że nie taki diabeł straszny, niemniej do tego typu, dłuższej wyprawy trzeba się odpowiednio przygotować.
Widoki naprawdę zapierają dech w piersiach, na trasie nie spotkacie wielu turystów (my przez 2 dni minęliśmy 7 osób). Jeśli chodzi o trudność, są ciężkie fragmenty, jednak sam trekking na odcinku, który przeszliśmy, nie jest trudny ani męczący. Jest to z pewnością najlepsze miejsce w okolicach Pekinu, na zobaczenie prawdziwego, dzikiego i jeszcze autentycznie magicznego Wielkiego Muru Chińskiego. Polecamy.

2 komentarze do “Wielki Mur Chiński bez turystów – wyprawa z namiotem”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.