Ayutthaya – jednodniowa wycieczka z Bangkoku

Ayutthaya – okolice Bangkoku – Tajlandia

Stolicą azjatyckiego państwa Ayutthaya, przez ponad 400 lat (1351 – 1767), było miasto o tej samej nazwie. Znajduje się ono na terenie dzisiejszej Tajlandii, nad rzeką Menam. Tak jak nasze Gniezno, czy Ostrów Lednicki, dla mieszkańców Tajlandii jest historycznym i religijnym sercem kraju. Skoro Ayytthaya jest aż tak ważna, nie znaleźliśmy powodów, aby ominąć te ruiny.

Wat Phra Si Sanphet
Wat Phra Si Sanphet i jeden z jego licznych psich mieszkańców.

Dawna stolica Ayutthaya, usytuowana była na kilkudziesięciu wyspach, a swego czasu, przez Portugalczyków, nazywana Wenecją Wschodu. Niestety dziś potrzeba nie mało wyobraźni, aby puste przestrzenie wokół świątyń, zwizualizować sobie jako kwitnące, milionowe miasto, dwukrotnie większe w XVII wieku od Londynu.

Wat Mahathat
Wat Mahathat

AYUTTHAYA – JAK SIĘ TAM DOSTAĆ:
Tajlandię odwiedziliśmy w lutym 2013 roku. Naszą bazą wypadową był Bangkok i to z niego postanowiliśmy udać się do Ayutthaya. Nota bene, bezpośredniej poprzedniczki dzisiejszej stolicy Tajlandii. Mieliśmy do wyboru dwie opcje podróży: za 100 bahtów (waluta Tajska, 100 THB = 3,5$ w 2013) wyjazd minivanem, z jakiejś agencji turystycznej, lub opcję tańszą (!), za 20 bahtów (30 bahtów = 1$), regionalnym pociągiem. Oczywiście wybraliśmy pociąg. 🙂

Wnętrze pociągu do Ayutthaya.

Podróż z głównego dworca kolejowego Bangkoku trwała około 1,5 godziny. My, jako dzieci PRL-owskiego PKP, nie byliśmy zbytnio zdziwieni podstawionym składem. Jednak zdajemy sobie sprawę, że Pendolino to nie było. 🙂 Jednakowoż mieliśmy gdzie siedzieć, okna się otwierały, istniało pewne złudzenie klimatyzacji (smaku dodawały wentylatory na suficie) i rzecz niezwykła, pociąg dojechał na miejsce mniej więcej o czasie.
Ostatnie 30 minut podróży pociągiem, byliśmy lekko wystraszeni, bo nie znaliśmy stacji pośrednich, a co jeszcze ważniejsze, nie znamy do dziś alfabetu tajskiego. Pewności, czy nie minęliśmy naszej stacji, nie mieliśmy do samego końca. Jednak wczesnym przedpołudniem celnie wysiedliśmy na peronie stacji Ayutthaya. Niestety do ruin był jeszcze kawałek drogi.

Biedna dzielnica Bangkoku widziana z okien pociągu.

AYUTTHAYA – PRZEPRAWA PRZEZ RZEKĘ PA SAK:
Z dworca bardzo łatwo trafić na nabrzeże, oddalone kilka metrów od stacji, tak jak i dość prosto jest  promem przedostać się na drugą stronę rzeki Pa Sak (dopływ Menamu). Chybotliwa łajba, pełna koszy ze wszystkim, co przedstawia jakąkolwiek wartość dla mieszkańców współczesnej Ayutthay’i, zabrała nas na drugi brzeg, za jedyne 8 bahtów (0,3 $).

Przeprawa przez rzekę Pa Sak, Ayutthaya.

Wiedzieliśmy, że wyczekujący nas tuk-tukarze w tzw. przystani (stanowi ona część restauracji, której właścicielka jest miłośniczką długowłosych kotów rasowych, życzliwie witających turystów), zażyczą sobie więcej za podwózkę, niż sobie zaplanowaliśmy. Postanowiliśmy więc pokonać trasę pieszo. Okazała się ona jednak nad wyraz długa. Znudzeni wędrówką przez miasto, którego UNESCO nie wiedzieć czemu, nie wpisało na listę zabytków (mimo, że pod budynkami kryją się pozostałości dawnej stolicy) – dotarliśmy szczęśliwie do wejścia do Wat Mahathat z jednogłośnym postanowieniem, że wracamy jednak tuk-tukiem. 🙂

Ayutthaya

AYUTTHAYA – CENY BILETÓW:
Bilet wstępu kosztował nas 100 bahtów za 2 osoby (3,5$), ale tylko za ten jeden obiekt. To gigantyczna kwota jak na tutejsze warunki, ale ruiny w południowym słońcu wyglądały zachwycająco. Wybraliśmy więc do zobaczenia: zarówno Wat Mahathat, Wat Ratchaburana i Wat Phra Si Sanphet.

Wat Mahathat
Wat Mahathat – pozostałość głównego sanktuarium.

AYUTTHAYA – WAT MAHATHAT:
Wat Mahathat to główne sanktuarium dawnej stolicy. Wat oznacza świątynię w wielu językach regionu (Angkor Wat itp.). Mahathat to skrócona wersja słowa oznaczającego Wielkie Relikwie. Oczywiście dziś nie został po nich ślad, zostały wywiezione: albo przez Tajów na południe (tak jak np. Szmaragdowy Budda), albo przez grabiących miasto Birmańczyków – na północ. To, co pozostało z dawnej chwały Świątyni Wielkich Relikwii, to liczne posągi Buddy i fascynująca głowa Siddharthy, opleciona przez święte drzewo figowca pagodowego.

Ayutthaya
Głowa Buddy (Siddharthy Gotama).
Ayutthaya
Święte drzewo buddyzmu – figowiec pagodowy (Ficus religiosa L.). Pod nim, wg. tradycji, książę Siddhartha osiągnął oświecenie i stał się Buddą.

AYUTTHAYA – WAT RATCHABURANA.
Kolejnym punktem naszego szlaku był wspomniany Wat Ratchaburana. Jedna z najbardziej khmerskich świątyń, jakie spotkaliśmy w dawnej tajskiej stolicy. Jej forma wynika z faktu, że kilkukrotnie Tajowie podlegali władzy z Angkoru i właśnie w takim okresie powstała świątynia Ratchaburana. Jak łatwo dostrzec, dominację polityczną odzwierciedla w tym przypadku również architektura.

Wat Ratchaburana
Portal wejściowy do restaurowanej Wat Ratchaburana.
Wat Ratchaburana
Kopuła (prang) Wat Ratchaburana.

Trzecim i ostatnim obiektem, do którego się kierowaliśmy był Wat Phra Si Sanphet, lecz nim dotarliśmy do celu, postanowiliśmy (postanowiłem) zbadać okoliczne stawy. Opłacało się. 🙂 Na ścieżce naszej przechadzki spotkaliśmy dwumetrowego warana paskowanego.

Waran paskowany (Varaanus salvator macromaculatus) 2 metrowy smok.

Gdy porzuciłem już myśl o schwytaniu bestii, jak również pogoni za nią kraulem, udaliśmy się odpocząć, do wyludnionej restauracyjki. Tak naprawdę byliśmy w niej sami. Właściciel podał nam napoje i udał się w sobie tylko znanym kierunku. Zajęliśmy najlepsze fotele na tarasie i odpoczywaliśmy popijając zimny (z zamrażalki) napój. Nagle nasze sielskie odprężenie przerwał szelest liści i przerażający pisk. Okazało się, że tuż pod naszymi nogami, pod tarasem, odbywała się regularna walka dwóch dorosłych waranów. Te kilkudziesięciokilogramowe potwory szamotały się do czasu, aż słabszy z nich postanowił ratować się ucieczką. Obserwując te walki, straciłem zapał do bliższego kontaktu z tymi gadami, a wydarzenie to przynagliło nas jedynie do powrotu na wytyczony szlak. Lepiej było zostawić terytorium zwycięzcy. Może właściciel lokalu też tak uważał, więc poszliśmy szukać Wat Phra Si Sanphet nie dopijając napoi. 🙂

Wat Phra Si Sanphet
Dwie czedi Wat Phra Si Sanphet.

AYUTTHAYA – WAT PHRA SI SANPHET.
Była to największa świątynia znajdująca się w obrębie pałacu królewskiego. Później Tajscy władcy tak tęsknili za widokami dawnej stolicy Ayutthaya, że wzór tego typu świątyni przenieśli ze sobą, uciekając na południe, do dzisiejszego Bangkoku. Zbieżność formy Wat Phra Si Sanphet ze Świątynią Szmaragdowego Buddy, w dzisiejszej stolicy, nie jest przypadkowa. Są to najbardziej okazałe pozostałości świątynne w Ayutthaya, które koniecznie trzeba zobaczyć. A w wieczornym słońcu prezentują się wręcz magicznie.

Ayutthaya
Czedi to świątynia w Tajlandii w takiej, klasycznej formie jak powyżej.
Ayutthaya
Zachód słońca nad czedi oznaczał dla nas powrót na pociąg.

Oczywiście to nie jedyne miejsca do zwiedzania w całym kompleksie Ayutthaya. Można na wyspach odkrywać pomniejsze świątynki, wciśnięte pomiędzy współczesną zabudowę miasta, można zwiedzić dziś działające nowe świątynie buddyjskie, można zobaczyć uniwersytet i jego budynki, jest możliwość wypożyczenia roweru dla łatwiejszej komunikacji, są słonie do ‚jazdy próbnej’ i wiele innych atrakcji. Jednak wspomniane powyżej, trzy świątynie, wydają się mi najważniejszymi w całym kompleksie. Drobniejsze smaczki Ayutthaya zostawiam dla samodzielnej eksploracji. Warto tu spędzić cały dzień. Polecam.

Słoń żebrzący o napiwek.
Wat Mongkhon Bophit – działająca dziś świątynia buddyjska.

AYUTTHAYA – POWRÓT.
Wracaliśmy, tak jak planowaliśmy, przy zawrotnej prędkości tuk-tukiem. Chłód powietrza orzeźwiał twarze, a leniwe zaułki miasta zaczynały się budzić do wieczornego życia.

W tuk-tuku.

Czekający prom, był już dla nas, mniej niezwykły niż rano, może dlatego, że bardziej kurczowo trzymaliśmy się burty. Na stacji zakupiliśmy bilet (kolejne 2×20 bahtów) i ulokowaliśmy się na peronie. Nasz pociąg miał być około 18.15, ale poleganie na informacji w kasie w tym kraju jest dość ryzykowne. Dlatego każdy wzmożony ruch autochtonów  na peronie, wywoływał nasz niepokój, więc gdy wszyscy wstali o 18.00, ze swoich siedzisk, i my poderwaliśmy zbolałe ciała myśląc, że to nadjeżdża nasz pociąg. Musieliśmy zyskać, naszym zachowaniem, nie mały szacunek w oczach tajskich współ-czekających, gdyż ich poruszenie było wywołane nie pociągiem, a jedynie codziennym odsłuchiwaniem hymnu narodowego. Niestety, nie bacząc na podniosłość chwili, gdy połapaliśmy się, co tak zawodzi przez megafon stacji kolejowej, bezceremonialnie usiedliśmy na naszych miejscach.

Pociąg przyjechał w studenckim marginesie czasowym, więc wgramoliliśmy się na stopnie wagonów, zajęliśmy jakiekolwiek miejsca i zaczęliśmy zastanawiać się, czy całodzienne hasanie za każdą, nawet najmniejszą pozostałością architektoniczną, w mieście Ayutthaya, wynagrodziło nam ból naszych nóg.

AYUTTHAYA – INFORMACJE PRAKTYCZNE:
POCIĄG: stacja Hua Lamphong w Bangkoku – do Phra Nakhon Si Ayutthaya. Czas: 1,5h Cena: 20 THB; w Ayutthai do promu kierować się na zachód, jedną z bocznych uliczek prostopadłych do linii torów.
PROM: bardzo chwiejny. Cena: 8 THB; odpływa często, ale kiedy chce i może (przepływają tędy liczne barki węglowe), alternatywa: most na południe od stacji – za daleko jak dla nas. 🙂
TUK-TUK: do kompleksu łapać z ulicy. Czas: 5/10 minut Cena: 30 THB. Pieszo łatwo trafić, ale lepiej z mapą (10 THB). Siatka ulic w iście rzymskim planie, ale wiele ślepych.

Ayutthaya
Mapa rowerowa – do pobrania.

WEJŚCIE: do kompleksu dobrze zacząć w Wat Mahathat (tu jest słynny opleciony budda), i kierować się na zachód w zależności od zainteresowań, czasu i siły. Ale koniecznie: Wat Mahathat, Wat Ratchaburana i Wat Phra Si Sanphet. Nasz czas zwiedzania: 6h Cena: 50 THB/za 1 kompleks.
POWRÓT: do nabrzeża tuk-tukiem. Czas 10 minut Cena: 30 THB
PROM POWROTNY: Cena: 8 THB odpływa często, ale kiedy chce i może, czas można wypełnić zabawą z długowłosymi kotami.
POCIĄG POWROTNY: stacja Phra Nakhon Si Ayutthaya do Hua Lamphong w Bangkoku, Czas: 1,5h Cena: 20 THB. Kasa na peronie, niewidoczna od ulicy. Lepiej być wcześniej, choć pociąg częściej się spóźni, niż przyjedzie przed czasem.

Ayutthaya

INNE
Można pojeździć na słoniu, dostać amerykańskie klasyki: Pringlesy, Snickersy, zimną Coca-Colę, a nawet lody. Miasto poza kompleksami świątynnymi funkcjonuje normalnie, jest tu nawet pokażny uniwersytet.
Samodzielne zwiedzanie świątyń Ayutthaya nie jest trudne, a fakt że nie poruszasz się z kilkunastoosobową grupą, podnosi magię miejsca i pozwala sprawować rządy nad czasem. Jest to świetna opcja na jednodniową, tanią wycieczkę z Bangkoku.

Popularne zachodnie napoje gazowane w wersji tajskiej 🙂
AYUTTHAYA – PODSUMOWANIE FINANSOWE:
Całkowity koszt podróży to: 266 THB/osoba (9$) – pamiętaj o wodzie i jedzeniu! My, co prawda, nie mieliśmy prowiantu, ale po powrocie rzuciliśmy się na uliczne curry i zupę kaeng phet pet yang w Bangkoku. W trakcie zwiedzania ratowaliśmy się soczkami i napojami gazowanymi (+50 THB/2osoby).

3 myśli w temacie “Ayutthaya – jednodniowa wycieczka z Bangkoku”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.