Palawan dziennik z podróży dzień 8 i 9 – Puerto Princesa

Puerto Princesa i Honda Bay, czyli zaplecze raju – Palawan dziennik z podróży dzień 8 i 9

Puerto Princesa to główne miasto Palawanu, brama do rajskiego El Nido. Nie chce być jednak tylko punktem tranzytowym dla turystów. Nas niestety starsza, większa siostra El Nido nie  uwiodła. Dlaczego?

Puerto Princesa

Ósmy dzień poświęciliśmy na transport z El Nido do Puerto Princesa. Wybraliśmy van o 11, dzięki czemu mieliśmy dla siebie cały poranek, by niespiesznie się spakować, posiedzieć jeszcze chwilę na plaży, sącząc bananowego shake’a i pożegnać się z Dores.

filipiny-palawan-dzien-07-08-1

Do Puerto Princesa przyjechaliśmy kilka minut po 16. Czytaliśmy, że miasto jest niesamowicie rozrzucone i dodatkowo nie ma jednego, ścisłego centrum, zrobiliśmy więc rano rezerwację w bardzo dobrze ocenianym hotelu. Niestety, po przyjeździe okazało się, że hotel nie oferuje połowy z rzeczy, jakie były wymienione na stronie internetowej. Zarzuciliśmy więc plecaki na ramiona i poszliśmy przed siebie. Żaden trycykl nie chciał się przy nas zatrzymać a jedyny, który stanął, nie chciał nas zabrać. Kierowca stwierdził, ze nie zawiezie nas do centrum gdyż… takowego tu nie ma. Bareja jakiś. W końcu ktoś się nad nami zlitował i zabrał do hotelu swoich znajomych. Strzał w dziesiątkę: mieścimy się w budżecie, jest czysto, nawet klimatyzacja działa, obsługa super uprzejma, jest gdzie zjeść i działa internet.

Po rozpakowaniu skoczyliśmy do sklepu i na obiad. Opcje żywieniowe są ograniczone, gdyż w promieniu kilometra jest tylko jeden, nazwijmy to – bar. Ale za to jaki! Z najlepszą wietnamską zupą, jaką w życiu jedliśmy.

filipiny-palawan-dzien-07-08-11

Obok staruszka sprzedaje hot dogi i hamburgery. Ohydne. Ale babcia opiekuje się 15 kotami. I to opiekuje przez wielkie O. Koty na Palawanie są zaniedbane, zachudzone, zarobaczone, często z połamanymi łapami, bez ogonów. Jej koty, choć też mają swoje przypadłości, są zadbane, wygłaskane, odpasione i po prostu szczęśliwe. Nie mamy serca, by nie wspomóc starszej pani. Kupujemy więc hamburgery, choć wiemy, że ich nie zjemy…

Puerto Princesa

filipiny-palawan-dzien-07-08-13

Dziewiątego dnia zaplanowaliśmy wycieczkę do Honda Bay. To taki tutejszy odpowiednik archipelagu Bacuit. Rano zabieramy jeszcze ze śniadania kiełbaski (tak, to pierwszy hotel ze śniadaniem w cenie!) i zanosimy je poznanym wczoraj kotom. Są nieufne, ale łaskawie przyjmują dary. Na wybrzeże dojeżdżamy przed 10. Jest gwarno, ale nie ma tylu turystów, jak w El Nido.

Puerto Princesa

Pierwszym przystankiem jest prywatna wyspa Luli Island. Nie, nie i jeszcze raz nie! Główną atrakcją jest nędzny bar i piaskowe dekoracje, z którymi za opłatą można sobie robić zdjęcia. Kąpać można się tylko w wydzielonym miejscu, na długości kilkunastu metrów plaży. Zanurzamy się pod wodę i widzimy całkiem dużo ryb. Zaraz, zaraz, cos tu nie pasuje. Tyle ludzi w wodzie i ryby nie uciekają? Za chwile wszystko staje się jasne – kąpielisko jest otoczone wielką siecią. Ryby są tu zamknięte, nie mogą się wydostać. Atakują nas, gryząc po nogach. Wychodzimy z wody. Mamy dość tej wyspy.

Puerto Princesa Luli Island

Puerto Princesa Luli Island

Następną wyspą, jaką mamy odwiedzić, jest Starfish Island. Nazwę zawdzięcza rozgwiazdom, których ma tu być zatrzęsienie. Znów jest wydzielona strefa do pływania, na szczęście większa, niż na Luli. Spotykamy tu masę ryb, czujemy się, jakbyśmy pływali w akwarium. Jest wow. Ryby są tu nauczone, że turyści przynoszą im chleb, i nie boją się ludzi. W El Nido karmienie stworzeń morskich było zakazane. Spędzamy tu godzinę, zahipnotyzowani tęczowymi rybami. Jedyny minus – w rejonie przeznaczonym do pływania nie ma ani jednej rozgwiazdy, są za to dalej, ale oficjalnie nie wolno się tam kąpać…

Puerto Princesa starfish island

Puerto Princesa starfish island

Puerto Princesa starfish island

Chyba wyczerpaliśmy fart na dziś, bo ostatnim przystankiem jest Cowrie Island, gdzie nie ma totalnie nic. Ani rafy, ani ryb. Znów małe, wydzielone kąpielisko, a poza tym bary i salon masażu. I pomyśleć, że mamy tu zostać ponad godzinę! Zaszywamy się więc w barze, gdzie za 11 złotych dostajemy 4 ogromne drinki. Jakoś trzeba zabić czas. 🙂

Puerto Princesa cowrie island

Puerto Princesa cowrie island

Po powrocie do Puerto Princesa znów idziemy na wczorajszy obiad, czyli przepyszną zupę i niejadalne hamburgery. 😉 Koty są coraz bardziej ufne, w końcu widzą nas po raz trzeci.

filipiny-palawan-dzien-07-08-14

Jutro planujemy zobaczyć największą atrakcję Puerto Princesa – podwodną rzekę. Oby nie okazała się takim rozczarowaniem, jak Honda Bay…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.